W sobotę (21-02-2026) odbył się Okręgowy Zjazd Delegatów Kół PZW. Podobnie jak cztery lata temu, delegaci wybrali swoich przedstawicieli do władz okręgu, podziękowali sobie za czteroletnią pracę, wyrazili zadowolenie z osiągnięć, wręczyli sobie medale i kwiaty, a potem wybrali kolejnych działaczy na kolejną, czteroletnią kadencję. To najważniejsze wydarzenia Zjazdu w skrócie. Szczegóły i nazwiska można poznać w okręgowej relacji. To w zasadzie wszystko. Zjazd był kalką tego samego co zawsze, a skład byłego i wybranego obecnie składu Zarządu Okręgu, jak i samego prezesa w równym stopniu zapowiada “przełom” jak poprzednio.
W mojej ocenie ważniejsze jednak, by mówić nie o tym co było, ale o tematach, których unikano – to czego zabrakło w sprawozdaniu z działalności Zarządu Okręgu referowanym przez Prezesa Artura Skrzetę. Niewiele było o sporcie, niewiele o ochronie wód. To jeszcze jest zrozumiałe, bo nie są to i nigdy nie były mocne strony naszych działaczy. To, co jednak uważam za największe zaskoczenie, wręcz skandal, to brak jakiejkolwiek informacji o sytuacji na Jeziorze Pilchowickim. W czasie, gdy na wiele lat znika nasza największa jeleniogórska woda, gdy grozi całkowite zniszczenie Bobru poniżej pilchowickiej zapory, a tony ryb zginą, nasi działacze nie zająknęli się nawet słowem o odłowach, o rozmowach z wykonawcą, z Tauronem, o planach, zarybieniach, odszkodowaniach itp. Nic. Temat dla nich po prostu nie istnieje.
To niebywałe, że tak silne liczbą członków stowarzyszenie, jakim jest Polski Związek Wędkarski, dysponujące środkami finansowymi i zapleczem prawnym nie podejmuje realnych działań, by skutki remontu zapory pilchowickiej były minimalizowane, a po zakończeniu prac jak najszybciej przywrócony stan sprzed remontu. Już nawet nie wspominam, że remont jest znakomitą okazją do poprawy infrastruktury wędkarskiej na brzegach zalewu – próbie np. do wzmocnienia slipu czy wyznaczenia miejsc parkingowych. Nikogo to praktycznie nie interesuje.
W swoim sprawozdaniu sporo energii Prezes Artur Skrzęta poświęcił na porównanie opłat z okręgami ościennymi. Wyraźnie z dumą informował, że nie jesteśmy drożsi od Legnicy, Wrocławia, czy Wałbrzycha, ale zupełnie pominął niewygodne porównanie – co w zamian za opłatę otrzymuje wędkarz wrocławski, czy legnicki, a co otrzymamy my? Jak ogromnie różne są to zasoby. Szczególnie w sytuacji, gdy tracimy właśnie kawał Bobru i Jezioro Pilchowickie. Pomogę, bo dane są dostępne – wód mamy niemal pięciokrotnie mniej.
Same wybory na początku przebiegały spokojnie. Tuż przed poinformowano nawet o drugim kandydacie na prezesa zarządu. W ostatniej chwili kolega z Leśnej postanowił się jednak wycofać, więc Prezes Skrzęta niczym nie niepokojony mógł zająć upragnione stanowisko. Do zabawnych sytuacji doszło później, podczas głosowania składu zarządu okręgu. Najpierw tuż po ogłoszeniu wygranych, jeden z kolegów z Koła PZW Miasto postanowił zrezygnować, informując o tym SMS-em. SMS został odczytany i natychmiast zakwestionowany z przyczyn formalnych – nie można rezygnacji w takiej formie i to jest oczywiste. Ta rezygnacja mogłaby jednak otworzyć drogę do wejścia w skład zarządu jednemu z kandydatów Koła Grodzkiego, co oczywiście działaczom bardzo nie na rękę. Działacze zrozumieli zagrożenie, zwarli więc szyki, kolega z “Miasta” przestał się dąsać i z rezygnacji szybko zrezygnował. Nadal bowiem, Koło Grodzkie kojarzy się działaczom z – jak nas kiedyś nazwano – “drugą komisją rewizyjną”, a nikt przecież nie lubi jak mu się patrzy na ręce.

Głosowania wlokły się do późnych godzin wieczornych z przyczyn formalnych. Ponieważ w pewnym momencie pozostało dwóch kandydatów Koła Grodzkiego na ostatnie miejsce, musiało dojść do dogrywki. Należało jednego skreślić i wydaje się, że to całkiem proste zadanie. Problem jednak polegał na tym, że delegaci przerażeni perspektywą, o której pisałem wcześniej, skreślali obydwu delegatów Grodzkiego, nie rozumiejąc, że aby wybory zakończyć, jeden musi uzyskać bezwzględną liczbę głosów. Głosowania więc powtarzano i wprost tłumaczono opornym, pokazując palcem, co mają robić i gdzie postawić kreskę, by cały Zjazd nie zakończył się fiaskiem z braku kworum. A było całkiem blisko, bo pora zrobiła się późna i część delegatów po prostu pojechała do domu. W końcu się udało, a do Zarządu Okręgu wszedł delegat naszego koła – Robert Płucieńczak.
Podsumowując. Koło Grodzkie nadal jest postrzegane jako “siła nieczysta” gotowa kontrolować działaczy i ujawniać nieprawidłowości, czego oni bardzo nie lubią. Skutecznie zablokowano kandydaturę Michała Staniszewskiego – osoby od lat zaangażowanej w prowadzone w Okręgu zarybienia, budowę tarlisk, sprzątanie brzegów, oznaczanie wód i wiele innych działań zupełnie nie nacechowanych politycznie. Do Zarządu kandydował z jasno określonym celem – chciał być przy zarybieniach, uczestniczyć w nich fizycznie, a przy okazji doglądać jak to się odbywa. Niewykluczone, że właśnie obawa przed kontrolowaniem w tym obszarze, tak mocno zmobilizowała działaczy przeciwko Michałowi.
Mimo oporu do nowego Zarządu Okręgu wszedł nasz kandydat – Kol. Robert Płucieńczak. Wykształcony ekonomista, czynny zawodowo księgowy, osoba z doświadczeniem samorządowym i z wiedzą z zakresu gospodarki wodnej. Nie będzie miał co prawda wsparcia w działaczach, ale znając jego zasadnicze podejście, uczciwość i znajomość przepisów, będzie mógł patrzeć im na ręce i korygować ewentualne “działaczowskie zapędy”.
Wniosek: na pewno przed nami trudny okres – na wiele lat znikną najcenniejsze jeleniogórskie wody, Jezioro Pilchowickie i Bóbr poniżej Pilchowic. Jeśli w poprzedniej kadencji nie zrobiono w tej kwestii nic, a wybrano niemal identyczny skład na obecną kadencję, to nie ma co liczyć, że cokolwiek się wydarzy.
Wędkarze jeleniogórscy w zdecydowanej większości nie są zainteresowani zmianą obecnej sytuacji – w tym zwiększeniem areału, zarybieniami, odłowami i przenoszeniem ryb z wód zagrożonych. Wybrali delegatów cementujących obecny układ, a tamci – zarząd stanowiący kontynuację poprzedniego.
Koło Grodzkie – jakkolwiek źle postrzegane przez działaczy, ma bardzo dobry odbiór wśród większości wędkarzy… i tak, mam nadzieję, zostanie. Nie zamierzamy się “układać”, choć takie propozycje też były. Będziemy zawsze występować przeciwko bylejakości, marazmowi i zwykłemu lenistwu. Nie mamy pędu po władzę i medale. Nieraz pokazaliśmy, że potrafimy coś zrobić, a działaczom patrzeć na ręce. Tutaj również nie nastąpi żadna zmiana
JarekK
Ponieważ wiem z doświadczenia, że działaczom nie zawsze podobają treści moich spostrzeżeń wyjaśniam, aby nie było wątpliwości – nie jest to ani oficjalna relacja ze zjazdu, ani oficjalne “stanowisko” Koła Grodzkiego.









