Miało być prosto i w zgodzie z logiką. Zarząd Główny PZW określa przepisy ogólne dotyczące zasad przynależności, odpowiedzialności i zasad kontroli członków PZW. Reszta – wymiary, okresy ochronne, limity połowów, a nawet szczegóły dotyczące sprzętu wędkarskiego, wyrzucone zostają do “Zezwolenia”, które z kolei przygotowują zarządy okręgów. To świetny pomysł. Mówiliśmy o tym od początku działalności Grodzkiego – nikt tak dobrze nie jest w stanie chronić wód jak lokalni wędkarze wspierani wiedzą ichtiologów. To wędkarze znają swoje wody, widzą jakie zachodzą zmiany i są w stanie zareagować znacznie szybciej niż cała “urzędnicza” machina PZW.

Zresztą, od kilku lat zmiany szły właśnie w tym kierunku. Okręgi coraz śmielej podejmowały własne uchwały,  różnicowały wody, zaostrzały ochronę lub występowały o luzowanie przepisów. Wystąpił jednak jeden problem, było tego zbyt dużo, wkradł się bałagan. Wędkarz musiał znać RAPR, wczytać się w “zezwolenie”, wykaz wód, czasem zapoznać z informatorem, a do tego śledzić podejmowane uchwały. Rozwiązniem miało być to co wydarzyło się w tym roku – jednolity tekst obejmujący wszystkio co ma nas obowiązywać. Jedna książeczka w której jest wszystko: regulamin, podział wód, informator górskich i warunki zezwolenia przygotowane przez władze okręgu. Jest tego sporo, ale pomysł prosty i logiczny. Naprawdę możnaby przyklasnąć, gdyby nie …specyfika naszych decydentów. Z naszymi działaczami jakoś tak jest, że jak da się coś schrzanić, to to zrobią. Jak się nie da, to się przynajmniej postarają. Czepiam się ? No, to konkrety:

Na początek “detal”. Spinning to metoda w które możemy wędkować “…na jedną wędkę, trzymaną w ręku, z linką zakończoną jedną sztuczną przynętą”. Na temat takiego zapisu przetoczyła się już w internecie burza. Nadgorliwy strażnik, zdaniem internautów, karał wędkujących metodą drop-shot, bo wędka kończyła się ciężarkiem, a nie przynętą. Mając na uwadze nasze “szczęście” do “społeczniaków” wolałbym, by zapis był tutaj jednoznaczny, a strażnikom odebrać możliwość własnej interpretacji. Czy byłby problem, gdyby wyrzucić dwa wyrazy “…linką zakończoną…”, a resztę pozostawić ? 

Chronimy szczupaka i sandacza wprowadzając “…zakaz połowu na żywą lub martwą rybę albo jej części służące jako przynęta w okresie od 01.01. do 30.04“. Ok, zakaz ma sens. Tylko dlaczego kończy się z końcem kwietnia ? Nawet wędkujące dziecko wie, że “trupek” to przynęta sandaczowa, że jest nieselektywny, a sandacz złowiony na “trupka” zazwyczaj ląduje na patelni. Drodzy działacze, przypominam – w maju sandaczy jeszcze nie zjadamy. Ta ryba wymaga ochrony, bo podlega ogromnej presji. A co by się stało, gdyby “trupka” zabronić przez cały sezon ? Naprawdę jest to jakiś problem ?

Nadal pozostaje niezmieniony przepis dotyczący zakazu wywozu zanęt modelami na żwirowni Wojanów. Przepis kuriozalny, nie ma żadnego logicznego uzasadnienia poza “…bo nam rybę od brzegu odciągają”. Naprawdę takie tłumaczenie usłyszałem z ust jednego z autorów tego przepisu. Była szansa to zmienić.

W punkcie 3 naszych “Zasad” czytamy, że wędkowanie ze środków pływających “… dozwolone jest wyłącznie od świtu do zmierzchu tj. 1 godz. przed wschodem słońca i 1 godz. po zachodzie słońca”, a kawałek dalej w pkt. 7, dowiadujemy się, że “…wędkowanie ze środków pływających dozwolone jest wyłącznie (…) w porze dziennej”. W zasadzie wygląda to tak samo. Pora dzienna, a czas od świtu do zmierzchu dla nas nie robi róznicy, ale skoro coś zostało zdefiniowane w jednym punkcie, a kilka punktów dalej jest nazywne inaczej, to może autor przepisów celowo różnicuje pojęcia ? Znowu niepotrzebnie pojawia się pole do interpretacji dla strażników i okazja do niepotrzebnych dyskusji nad wodą. A tak wogóle, to po co zabraniać wędkowania z łodzi w nocy, ma to jakiś sens ?

Teraz zagadka. Wędkuje dwóch wędkarzy. Jeden na zaawansowanej technicznie łodzi wyposażonej w bakistę z natleniaczem i automatycznym wymiennikiem wody. Wędkarz złowione żywe ryby wkłada do bakisty. Drugi wędkarz siedzi na brzegu, łowi ryby, które wkłada do leżącej na ziemi, albo zawieszonej na drzewie suchej siatki. Który z wędkarzy zostanie ukarany w razie kontroli ? Oczywiście ten pierwszy, bo nasi okręgowi spece od przepisów zabraniają przetrzymywania ryb w pojemnikach nawet, gdy ryby mają zapewniony dobrostan. Ryby muszą być przechowywane w “…siatkach wykonanych z miękkich nici, rozpiętych na sztywnych obręczach lub w specjalistycznych workach karpiowych.” Reszta nie ma znaczenia. Oczywiście możemy włożyć ryby do siatki, a siatkę do bakisty. Będzie idiotycznie, ale w zgodzie z ideą naszych działaczy.

Dalej ciekawostka. Przepisy zabraniają na wodach jeleniogórskich “…kotwiczyć łodzi i wędkować na oznakowanych torach żeglugi wodnej.” Póki co oficjalnie jeszcze nie zapowiedziano uruchomienia żeglugi ani na Bobrze, ani na naszych zaporówkach, ale przepisy powinny wybiegać w przód uprzedzając rozwój i mające nastąpić zmiany. Innego powodu wprowadzenia takich przepisów nie widzę.

Działacze wiedzą też, że wody jeleniogórskie są coraz słabiej pilnowane i coraz częściej możemy natknąć się na kłusownicze siaty. Prawdopodobnie, by uniknąć konfliktów zabrania się “…łowić ryb w odległości mniejszej niż 50 m od rozstawionych i oznakowanych sieci.” Jeden problem. W zasadzie to wszystkie siaty w wodach jeleniogórskich są nieoznakowane. Jeżeli ZO zdecydował się na wprowadzenie takiego przepisu, to może powinien zadbać o prawidłowe znakowanie siat lub przynajmniej zrobić jakieś szkolenie.

“W czasie połowu ryb na przynęty naturalne zabrania się równoczesnego łowienia metodami spinningową lub muchową.” Dawniej jeśli ktoś łowił metodą spławikową, to spinningować nie było wolno. Obecnie to zmieniono (?). Wystarczy założyć np. sztucznego mulaka, albo sztuczną kukurydzę. Czy na pewno o to działaczom chodziło ? Myślę, że nie, ale “jakoś tak wyszło”.

Na Bukówce zabrania się podczas wędkowania używania silnika spalinowego. Ponieważ przepisy ogólne nie zabraniają pływania “na spalinie”, wędkarze płyną na łowisko używając silnika. Potem, podczas wędkowania muszą silnik wyłączyć. Oprócz trollingu, przepis jest martwy. Była okazja to zmienić, pozbyć się absurdu. Działacze tej okazji nie wykorzystali.

No i jeszcze nowość – “pływadełka” belly boat. Pływadełko zdefiniowano jako środek pływający o długości do 2 m, napędzany siłą mięśni ludzkich. Mówimy więc o małej łódce, lub pontonie. Pływadełko ma specjalne przywileje: w okresie od września do listopada można z niego wędkować metodą muchową na żwirowni w Wojanowie. Z pływadełka można też wędkować na innych wodach, gdzie dopuszczone są środki pływające nawet w okresie zakazu. Pkt 3. co prawda zabrania wędkowania ze środków pływających w porze nocnej, ale już za chwilę ograniczenie znosi Pkt. 7. Dowiadujemy się, iż wędkowanie ze środków pływających “…dozwolone jest wyłącznie w okresie od 01.06 do 31.12 w porze dziennej (nie dotyczy połowu ryb ze środków pływających typu „pływadełka”). Takie sformułowanie oznacza, że np. na Pilchowicach można z takiej małej łódki łowić praktycznie przez cały rok – również w porze nocnej (SIC!). Trudno uwierzyć, ale inna interpretacja tego przepisu nie jest możliwa. 

To tylko część przykładów. Błędów, sprzeczności lub zaniechań jest zaskakująco dużo. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że wielka szansa na stworzenie naszych przepisów “szytych na miarę” została zmarnowana. Stworzono zlepek zakazów i nakazów “na miarę naszych możliwości” …skromnych możliwości. Można zrozumieć, że działacze nie wędkują wszystkimi metodami i na wszystkim nie muszą się znać (a powinni, w końcu nas reprezentują). Nie można jednak tolerować takiej bylejakości. Dlaczego nie zdecydowano się na konsultacje projektu z wędkarzami, zawodnikami, strażnikami PSR. Lenistwo lub działaczowskie zadęcie. Wstyd.

jarekk

Przepisy które analizuję znajdują się w regulaminie i zezwoleniu oraz wykazie wód. Każdy wędkarz podczas dokonywania opłaty otrzyma książeczkę z pełnym zbiorem przepisów.

 

jarekk